Panta rei czyli… czy leci z nami pilot?

0

Jesteśmy już wystarczająco długo w pandemicznej izolacji, żeby widzieć jak zmienia się nasze podejście do niej, do koronawirusa i zagrożenia zarażeniem. Wiemy więcej niż na początku, kiedy informacje o COVID-19 spadły na nas jak grom z jasnego nieba i jednocześnie – wciąż wiemy za mało. Bombardowani setkami newsów, gubimy się w odróżnianiu prawdy od fałszu. Zamknięci przymusowo w domach, stajemy na głowie w wymyślaniu zajęć i sposobów na przetrwanie. Ale czas płynie, powoli mamy dosyć i niepostrzeżenie przestajemy się przejmować zakazami i nakazami, byle choć trochę złapać świeżego powietrza. Świeżego dosłownie i w przenośni.

Wybuchła wiosna, z opóźnieniem, ale w końcu, drzewa i krzewy obsypały się kwieciem, nic dziwnego, że człowieka ciągnie na łono natury. Na pobliskich działkach ruch, wszak o rabatki trzeba zadbać. Wczoraj pojechałam do Castoramy i oniemiałam na widok dziesiątków ludzi wchodzących i wychodzących bez żadnych ograniczeń. Lęk przed zbyt bliskim kontaktem z drugim człowiekiem ustąpił jednak przed uczuciem radości, jakie – niepodziewanie dla mnie samej – opanowało całe moje jestestwo, w tę i z powrotem, na widok tak dużej ilości bliźnich. Na żywo! Zgodnie z zaleceniem władz, możemy wychodzić z domu tylko w celu załatwienia niezbędnych spraw. Najwyraźniej, zakup łopaty, taczki czy sadzonek do takich należy.

Na mojej ulicy samochody kursują jak przed epidemią, jeżdżą rowery, biegają sportowcy. Chwilę temu jedynie po zmroku, dziś w biały dzień.

Piesi już nie przemykają cichcem, jak jeszcze dwa miesiące, miesiąc temu, ale jeśli się pojawią, to idą swobodnym krokiem, ostentacyjnie wręcz, chciałoby się powiedzieć. W maseczkach albo i bez. Nawiasem mówiąc, paradowanie w maskach pod gołym niebem, kiedy w pobliżu akurat nie ma nikogo, wydaje się pozbawione sensu. Tylko w osiedlowym sklepie wyglądamy jeszcze jak z filmu gangsterskiego wyjęci. Twarze obowiązkowo zakryte. Ale brakuje już rękawiczek jednorazowych i pojemników z płynem dezynfekcyjnym. I mało kto zawraca sobie tym głowę.

Na początku epidemii uczyliśmy się rzeczy podstawowych np. jak prawidłowego myć ręce, żeby pozbyć się „zarazy”. Pewna znana piosenkarka wpuściła do sieci filmik, żeby pokazać, jak długo należy to robić. Ano tak długo jak trwa refren jej legendarnej piosenki, który to refren zaśpiewała a capella, we własnej łazience, a echo niosło śpiew na cały kraj. Równo 30 sekund – tyle ile trzeba dla zdrowia. „Polki, Polacy do dzieła!” – zachęcała piosenkarka. Pieniło się mydło, leciała woda i refren, nagranie zyskało tysiące polubień, aż tu nagle odezwały się głosy krytyki. Okazuje się, o czym zapomnieliśmy, ale przyroda nam właśnie przypomniała, że oprócz wirusa grozi nam też susza, a w  związku z tym należałoby oszczędzać zużycie wody. O tym celebrytka jednak nie pomyślała.

Interenet jak przyroda pustki nie znosi, zaraz pojawiły się w sieci nagrania pokazujące, czym naprawdę jest prawidłowe mycie rąk, przy jednoczesnej dbałości o zasoby wodne. Otóż dłonie trzeba zmoczyć wodą i  namydlić (lub odwrotnie), po czym zakręcić kran i dalej myć je pianą, a dopiero na zakończenie tych czynności znów puścić wodę i dokładnie spłukać nią pianę.

Czy dawniej zastanawialiśmy się, jak myć ręce? Czy – wyjąwszy medyków i pracowników służb sanitarno-epidemiologicznych – pamiętaliśmy o „dokładnym myciu przestrzeni między palcami, grzbietów palców oraz okolic kciuków”, co zalecają instrukcje i co teraz robimy z wyjątkową dokładnością?

Właśnie, czy nadal to robimy? Dookoła wszyscy donoszą, że w epidemicznych rygorach nastąpiło wyraźne rozluźnienie. „Jesteśmy przekonani, że przejęliśmy pewną (zwracam uwagę na słowo: pewną) kontrolę nad koronawirusem” – orzekł dziś premier Morawiecki i poinformował o kolejnych ustępstwach rządu na rzecz naszej wolności. Eksperci mówią, że dane pokazują co innego. Ale eksperci w naszym pięknym kraju mają coraz mniej do powiedzenia. W tej i każdej innej, ważnej nie tylko dla naszego zdrowia, sprawie.

Czym się skończy ta historia, nie wie nikt. Patrząc na nią, ciśnie się na usta pytanie z komedii filmowej: czy leci z nami pilot? Tyle że z komedią nie ma to nic wspólnego. „Kusimy bardzo wielkie licho” – przestrzega mnie na Messengerze dawna koleżanka redakcyjna, cytując swojego red. Naczelnego.

Ps. Messenger to taka współczesna poczta pantoflowa. Poufna. Działa szybciej i skuteczniej niż oficjalna Poczta Polska, która to instytucja notabene ma przeprowadzić w maju, a maj tuż tuż,  wybory… prezydenckie. W internecie krąży taki wierszyk:”Poczta Polska czyni cuda/wrzucasz Kidawę-Błońską, wyskakuje Andrzej Duda”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here